wtorek, 13 października 2015

3. Pieniądze szczęścia nie dają, ale...

-Jak to z nim rozmawiałaś?!-Kristy krzyknęła tak głośno, że siedząca koło mnie starsza pani spojrzała się na mnie dziwnie po czym przesiadła się dwie ławki dalej.
-Ja nie miałam pojęcia, że to on! W recepcji pomylili pokoje i kiedy weszłam do mojego pokoju okazało się, że jednak ktoś tam jest i...
-Czekaj, sekundka...Nie poznałaś go?!
-Mówisz tak, bo nie wiesz jak bardzo się zmienił. To nie jest ten sam 20-letni chłopak w okularach, obcięty na zapałkę, mówiący z tym swoim śmiesznym akcentem. Nie widziałam go od 3 lat Kristina!
-Dobrze już, rozumiem. No i? Co właściwie ci powiedział?
-Z początku pytał o to, co tu robię, jak podoba mi się hotel. Później poszedł ze mną do recepcji. Kiedy staliśmy pod moim pokojem powiedział moje imię, trochę byłam zdezorientowana. A kiedy pokazał mi tatuaż...Chciał mi wszystko wytłumaczyć, ale zatrzasnęłam przed nim drzwi-głos mi się załamał.-Teraz, kiedy już prawie o Nim zapomniałam znów się pojawia. Co ja sobie myślałam jadąc na Tour, że Go nie spotkam?
-Ally, no weź daj spokój! Najsilniejsza babka jaką znam wymięka? Spełnianie twojego marzenia o byciu na tym wyścigu popsuje jeden, nic nie znaczący kolarz? Weź się w garść i idź robić to, co najlepiej ci wychodzi, wywiady. I pokaż temu pajacowi co stracił przez swoją głupotę.
-Ty to potrafisz zmotywować Kristy. Dzięki, za wszystko! Czekam na ciebie, pa!-Podniesiona na duchu schowałam telefon do kieszeni i jedną z alejek ruszyłam do hotelu, by robić to, co rzekomo, najlepiej mi wychodzi.
-I jak Phil? Masz jakieś propozycje?-Weszłam do pokoju kamerzysty bez pardonu i rozsiadłam się na jego łóżku.
-Ale że co?-Wybełkotał z pełną buzią, bo właśnie jadł pączka.
-No, kogo bierzemy na pierwszy ogień?-Spojrzałam na niego bez entuzjazmu.
-Aaa...a co ci się tak pali do roboty? Liczysz na podwyżkę czy chcesz poderwać jakiegoś kolarza?-Philip posłał mi figlarny uśmiech.
-Jakby ci to powiedzieć. Pieniądze niby szczęścia nie dają, ale można za nie kupić samochód. A wtedy już do szczęścia niedaleko-skwitowałam krótko.-Masz 5 minut. Czekam w hallu-powiedziałam i wyszłam zostawiając Philipa zdziwionego moją poprzednią odpowiedzią. Weszłam do pokoju, z którego zabrałam plakietkę. Zamknęłam drzwi i powędrowałam we wcześniej umówione miejsce.
Chłopaki przyszli jak zwykle trochę spóźnieni, właściwie musieli przytaszczyć na dół cały sprzęt, więc  wybaczyłam im to 15 minutowe spóźnienie. Widząc krzątających się gdzieś po hallu kolarzy grupy Omega Pharma-Quick-Step, powiedziałam Dave'owi aby włączył sprzęt, sama zaś wzięłam w dłoń mikrofon i podeszłam do jednego z kolarzy.
-Przepraszam. Jesteśmy z Eurosportu. Moglibyśmy przeprowadzić krótki wywiad?-Zapytałam, a moim rozmówcą okazał się Tony Martin. Gdy kolarz przytaknął głową kazałam włączyć kamerę Dave'owi, Matt stał już gotowy. Sprawdziłam, czy mikrofon jest włączony i zaczęłam rozmowę.
-Witamy bardzo serdecznie prosto z Wysp, jest z nami jeden z kolarzy grupy Omega Pharma-Quick-Step, Tony Martin. Tony powiedz, jak czujesz się przed 101 edycją Wielkiej Pętli? Czy przygotowania były według ciebie owocne i czego możemy oczekiwać od twojej jazdy?-Zapytałam płynnie angielskim i przyłożyłam Martinowi mikrofon do twarzy.
-Nastroje w drużynie są bardzo bojowe. Wiadomo, każdy chce powalczyć o jak najlepszą lokatę, jeśli nie dla siebie to dla drużyny. Wydaje mi się, że dobrze wykorzystałem okres przygotowawczy, ale to tak na prawdę okaże się w trakcie Tour'u. Cóż, chciałbym powalczyć o wygranie tych najważniejszych etapów, ale będę miał na pewno wielu wymagających przeciwników-Tony zakończył wypowiedź lekko uśmiechając się do kamery.
-W takim razie życzymy powodzenia  dla ciebie i całej drużyny. Moim rozmówcą był Tony Martin, dziękuję.
-Dziękuję-chłopak jeszcze raz się uśmiechnął.
Dave wyłączył kamerę.
-Dzięki za wywiad. Powodzenia jutro-spojrzałam na kolarza.
-To była czysta przyjemność. Jak jutro wygram robisz ze mną pierwsza wywiad!-Martin pokazał mi rząd białych zębów. Chciałam coś powiedzieć, ale w tym czasie zadzwonił telefon kolarza.-Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia jutro, mam nadzieję-i kolarz zniknął za drzwiami windy.
-Co to miało znaczyć, to z wywiadem?-spytał lekko zdziwiony Matt.
-I co! Mówiłem, że będą się do niej ślinić! Właściwie to dobrze, będziemy mieli najlepsze wywiady-oznajmił z entuzjazmem Phil.
-Aha, czyli jak facet jest miły dla kobiety to od razu się ślini i Bóg wie co jeszcze? Ty jak coś czasem palniesz...-w tym momencie zakryłam sobie twarz dłonią.
-O, Kwiato idzie!-Matt podniósł się z miejsca z entuzjazmem, gdyż Kwiatkowski bez wątpienia był jego ulubionym kolarzem.
-Włączcie kamerę a ja pójdę zapytać o wywiad-powiedziałam i ruszyłam w stronę kolarza. Kiedy byłam już blisko i miałam otwierać usta, Michał spojrzał na mnie spod byka i powiedział:
-Czy możecie mi dać choć chwilę spokoju?! Gdzie się nie ruszę wszędzie za mną łazicie-wrzasnął po angielsku a wszyscy przebywający koło nas ludzie dyskretnie się spojrzeli.
-Podeszłam do pana pierwszy raz, więc nie rozumiem oburzenia. Poza tym chyba każdy znany sportowiec liczy się z tym, że wywiady i konferencje to nieodłączny element jego życia. Jeśli zostałby pan mistrzem świata to też udzielił kilku wywiadów, a potem zamknął się w pokoju i nie wychodził do następnych mistrzostw?-Byłam zdenerwowana, bo Kwiatkowski zachowywał się jak rozpieszczony dzieciak.
Moje słowa chyba mocno zdziwiły kolarza, z resztą moja ekipa też stała z boku i przyglądała mi się, wszyscy z otwartymi buziami.
-Nie mam zamiaru tego słuchać-Kwiato prychnął,
odwrócił się na pięcie i szedł w stronę wyjścia z hotelu.-Idźcie wszyscy w cholerę! Najmądrzejsza się znalazła, pieprzona dziennikarzyna-powiedział w swoim ojczystym języku. Na jego nieszczęście usłyszałam te słowa bardzo wyraźnie.
-Z tą najmądrzejszą to bez przesady. Czy komuś tu się za bardzo nie udziela poczucie wyższości? Taki ładny język, po co niszczyć go wulgaryzmami?-odpowiedziałam po polsku na tyle głośno, by usłyszał. Odwrócił się w moją stronę. Jego mina wyglądała, jakby zobaczył przynajmniej UFO. Po chwili jednak jego twarz znów pokryła się czerwienią a na czole pojawiła się żyłka. Kwiatkowski wyszedł z hotelu trzaskając za sobą drzwiami. Uśmiechnęłam się triumfalnie pod nosem.
-Tak...wiecie, w każdej sytuacji są jakieś plusy. Mamy jedną ekipę mniej na głowie-stwierdził ochoczo Phil.
-Ally co ty mu powiedziałaś?!-Zaciekawił się Dave.
-Właściwie to nic takiego. Stwierdziłam tylko, że polski to ładny język.
-Jasne...i o to się tak wkurzył?
-Tego nie wiem. Może jakieś problemy, wahania nastroju...może stres przed Pętlą.
-Dobra, dobra, ale z tymi wywiadami to mu dobrze powiedziałaś-Dave posłał mi uśmiech i przybiliśmy sobie 'piątkę'.
-Zupełnie zapomniałam! Za 10 minut konferencja!-Wrzasnęłam chyba zbyt głośno. Wszyscy ruszyliśmy do sali konferencyjnej. Cały czas miałam w głowie spotkanie z Kwiatkowskim. Wielki gwiazdor się znalazł...






*~*~*~*
Witam po dłuższej przerwie!
Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się komentarze dotyczące spotkania Oli ze Zdenkiem. Rozumiem wasze zdziwienie, ale w ramach wyjaśnienia, aby przedstawić wam obraz 'starego' Zdenka umieściłam w tym rozdziale trochę właśnie na ten temat. Tak po prostu ułożyłam sobie w głowie spotkanie tej dwójki.  Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że taki właśnie miało przebieg :).
A teraz o tym co w trzecim rozdziale! I chyba na to czekałyście:spotkanie dwóch głównych bohaterów. A żeby nie było zbyt miło i przyjemnie...Michał pokazał nam trochę swojej złej strony.
Czekam na opinie w komentarzach! :*:*


niedziela, 30 sierpnia 2015

2. Tatuaż

Nieprzyjemny dla uszu hałas zerwał mnie ze snu. Wyłączyłam budzik i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam uszykowane  już wczoraj ciuchy po czym zniosłam walizkę ze schodów i postawiłam ją w kuchni. Piłam kawę, kiedy ujrzałam przez okno znajomy samochód parkujący przed moim blokiem. Po chwili w mieszkaniu rozległ się dzwonek. Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się Philip.
-Jestem prawie gotowa, skoczę tylko do góry po torebkę-oznajmiłam stojącemu w przedpokoju kamerzyście.
-To ja w tym czasie zniosę walizki i będę czekał w aucie-Philip ruszył do kuchni po moje bagaże. Pobiegłam do góry po torebkę, sprawdziłam czy wszystko powyłączałam, ubrałam buty i wyszłam z mieszkania dokładnie je zamykając.

Siedziałam na jednym z krzesełek lekko poddenerwowana. Lot opóźnił się już o 30 minut. Kristina samolot  miała dopiero o  11:40 i leciała prosto do Paryża. Ja nie miałam tego szczęścia. Po cichu w duszy mimo wszystko cieszyłam się, że będę mogła być na Wielkim Tourze.
Po 50 minutach czekania mogliśmy udać się ku odprawie biletowo-bagażowej. Po kolejnych 20 minutach zajmowaliśmy nasze miejsca. Leciała nas w sumie czwórka. Philip i Dave-kamerzyści,  Matt-dźwiękowiec i ja, jedyna kobieta wśród tych prawie 2-metrowych olbrzymów. Nie miałam z tym jednak większego problemu, bo zazwyczaj lepiej dogadywałam się z mężczyznami i wolałam ich towarzystwo. Wyjątkiem była Kristy.


Prawie cały lot przespałam. 10 minut przed lądowaniem obudził mnie Philip.
-I jak się czuje pani redaktor przed tym prestiżowym wyścigiem, na którym ma zaszczyt przeprowadzać wywiady z wielkimi sportowcami?
-Kurcze, Phil dobrze ci idzie. Może się zamieńmy co? Chętnie potrzymam sobie kamerę i będę cię rozśmieszać kiedy będziesz robić wywiad-spojrzałam na niego z grozą w oczach.
-Ale czy ty wiesz jak to zabawnie wygląda kiedy ci wszyscy sportowcy lecą do ciebie od razu kiedy poprosisz o wywiad, a potem patrzą na ciebie, jakby pierwszy raz w życiu zobaczyli kobietę-Phil parsknął śmiechem a ja uderzyłam go lekko w bark.


Na parkingu czekał już na nas samochód Eurosportu. Włożyliśmy nasze bagaże i udaliśmy się do hotelu. Po 20 minutach zatrzymaliśmy się pod ogromnym budynkiem. Moja ekipa weszła do środka odebrać karty od naszych pokoi a ja w tym czasie wykręciłam numer do Kristy.
-Ally tu jest pięknie, zostaję tu na zawsze!
-Czyli już wylądowałaś? Również cieszę się, że podróż dobrze ci minęła...
-Oj Ally, jestem w szoku, zrozum...Moje marzenie się spełniło. A tobie wiem, że nic nie jest. Przecież masz ze sobą czterech ogromnych facetów!
-Już dobrze. W takim razie nie przeszkadzam ci dłużej. Baw się dobrze i uważaj na siebie!
-Do zobaczenia za 4 dni!


Weszłam do środka i mnie zatkało. Wszystko z najwyższej półki. Bardzo eleganckie wnętrze, wszystko idealnie dobrane. Dopiero później dotarło do mnie, że dookoła mnie znajduje się pełno dyrektorów sportowych i ekip telewizyjnych. Czyli oznaczało to, że kolarze również będą przebywać w tym hotelu. Miałam jedynie nadzieję, że nie spotkam Stybara. Może to błąd, ale nie wiedziałam czy jedzie on w tegorocznym Tourze. Dopiero dziś wieczorem miałam dostać całą dokumentację.


Dostrzegłam Matt'a stojącego przy naszych walizkach, więc udałam się w jego stronę. Zajęło mi to dobrą chwilę, ponieważ w środku zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi.
-A gdzie Dave i Philip?-Zapytałam dźwiękowca, sama w tym czasie wspinając się na palce, z nadzieją, że coś zobaczę.
-Poszli po karty do pokoi. Może cię podsadzę karaluchu?
-Przepraszam bardzo, ale moje 168cm wzrostu nie uprawnia cię do nazywania mnie karaluchem lub jakimkolwiek innym małym stworzeniem!-Spojrzałam na Matta spode łba i udałam oburzenie.
-Okej, okej. Sorry, Wasza Wysokość-w tym momencie się ukłonił i parsknął śmiechem a ja wraz z nim. Przebywający w hallu hotelowym ludzie spojrzeli się na nas a nam jeszcze bardziej zachciało się śmiać. W tym momencie wrócili Dave i Philip patrząc na nas jak na idiotów.
-Ja nie pytam-Philip podniósł ręce do góry w geście poddania się.
-Ja chyba też nie...-Dave z kolei spojrzał na nas pocierając brodę.
-Ally masz pokój numer...125. A my mamy 137. No to co? Widzimy się za 15 minut tutaj, na dole. Zrobimy takie małe...obeznanie terenu-Philip mówił jakby konspiracyjnym głosem. Matt był tak miły i zaniósł mi walizki pod same drzwi. Sprawdziłam czy numer na pewno się zgadza. 125. Nacisnęłam na klamkę a moim oczom ukazał się...właściwie nie miałam pojęcia kto to był, mogłam jedynie stwierdzić, że był to mężczyzna...w dodatku w samych bokserkach. Stał tyłem do mnie. Jak szybko otworzyłam drzwi, tak samo szybko je zamknęłam. Stałam pod drzwiami oniemiała. Trzeba było jakoś wyjaśnić tą sprawę, ponieważ najprawdopodobniej zaszła jakaś pomyłka. Jak na zawołanie drzwi pokoju numer 125 otworzyły się.
-Czy mogę w czymś pomóc?-Mężczyzna stał przede mną w samych bokserkach widocznie nic sobie z tego nie robiąc.
-Właściwie to...właściwie to chyba...czy nie pomylił pan może pokoi?-Wyjąkałam.
Mężczyzna spojrzał na mnie nie rozumiejąc. Pokazałam mu kartę, wszytko wytłumaczyłam.
-A jak mówiłem, że to dziwne, że tylko ja mam pokój na innym piętrze to stwierdzili,że to się zdarza...-mężczyzna mówił bardziej do siebie, niż do mnie.-Bardzo przepraszam, rzeczywiście to ja musiałem się pomylić. W takim razie niech Pani chwilę zaczeka, ja spakuję rzeczy i już się wynoszę...
-Nie, to nie jest konieczne...pójdę do recepcji wszystko wyjaśnić i dostanę kartę do innego pokoju.
-Jest Pani pewna?-Mężczyzna podrapał się w tył głowy spoglądając na mnie z pytającym wzrokiem.
-Oczywiście, to żaden problem-posłałam mężczyźnie uśmiech.
-W takim razie pomogę chociaż zanieść walizki.
-To bardzo miłe, ale...
-Słucham? Czy coś nie tak?-Mężczyzna nie wiedział o co chodzi do czasu aż posłałam mu wymowne spojrzenie.-No tak...to ja ubiorę spodenki i możemy iść.
Mężczyzna wszedł do pokoju a ja cicho zachichotałam. Po paru minutach zjeżdżaliśmy windą do recepcji. Wyjaśniłam wszystko i już po paru minutach zmierzałam razem z poznanym jakiś czas temu mężczyzną w stronę pokoju 132, miał być on bowiem moim nowym lokum.
-Dalej sobie poradzę,dziękuję-powiedziałam zatrzymując się przed odpowiednim pokojem.
-Nie ma za co. Polecam się na przyszłość.
-Dobranoc-powiedziałam otwierając drzwi do pokoju i ciągnąc za sobą walizkę.
-Dobranoc Ally.
Zamarłam. Mimo, że przebywaliśmy ze sobą jakieś 20 minut to nie przedstawialiśmy się sobie. Plakietki również nie miałam założonej.
-Skąd...-nie dokończyłam mówić, bo w tym momencie mężczyzna zsunął lekko spodenki. Od wewnętrznej strony biodra znajdował się tatuaż przedstawiający znak wieczności.
Zrobiło mi się gorąco, nogi się ugięły a serce przyśpieszyło. Nie poznałam go. Czy to w ogóle możliwe?! Zmienił się, zmienił się nie do poznania. Głowę nachodziło mi tyle pytań...Dlaczego wciąż ma tatuaż...Nie wiem kiedy i dlaczego, ale po policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy. Czułam się bezsilna. Przed oczami pojawiła się sytuacja sprzed 3 lat.
-Wyjdź-powiedziałam bezsilnie, stojąc do Niego plecami.
-Ally musimy porozmawiać...
-Wyjdź!-Zebrałam siłę i krzyknęłam, mając wrażenie, że całe piętro to usłyszało. Kolarz wyszedł z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Położyłam się na łóżku. Łzy spływały po pliczkach i spadały na poduszkę. Czułam się bezsilna. Tour się jeszcze nie zaczął a ja miałam go już serdecznie dość. I pomyśleć, że to wszystko przez jednego kolarza. A miało ich tu być jeszcze 197...





*~*~*~*
Witajcie! Przepraszam za dłuuuugą nieobecność, ale postarajcie się mnie zrozumieć, chciałam wykorzystać wakacje jak najlepiej, bo od 2 września zaczynamy!:)
Na otarcie łez, po przyswojeniu informacji, że jutro ostatni dzień wakacji wstawiam rozdział...coś zaczynający rozdział :).
Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłej lektury. Oczywiście chętnie poznam wasze opinie w komentarzach. Buziaki!:*

P.S Za wszystkie błędy przepraszam, rozdział pisany na telefonie.







czwartek, 6 sierpnia 2015

1. Wielka...Pętla?

3 lata później...


01.07.2014r.


Słońce dawało o sobie znać. Podążałam belgijskimi uliczkami, podziwiając piękno okolicy. Dzieci biegały, ciesząc się początkiem wakacji. Umówiłam się w parku z Kristiną. Szłam alejką, szukając jej wzrokiem po okolicy. Nagle zobaczyłam przed sobą dziewczynkę w długich warkoczykach. Biegła w moją stronę.
-Ciocia!-Krzyknęła uroczo, a już po chwili zawisła na mojej szyi.
-Cześć księżniczko-złożyłam na jej dziecięcym policzku całusa. Po chwili dostrzegłam Kristy. Przywitałyśmy się i udałyśmy do centrum handlowego. Po około 2 godzinach chodzenia po sklepach miałam serdecznie dość, podobnie jak Stella.
-Ciociu, a może uciekniemy? Mama i tak nie zauważy...
-z wielką chęcią, ale...
-Co sądzisz Ally? Wydaje mi się, że lekko poszerza mnie w pasie...Ally, czy ty mnie słuchasz?!
-Tak. Właściwie to...Kristina zlituj się, kupiłaś już 2 identyczne sukienki!
-Ale tamte miały inne ozdobniki...Ufff...Co ja z wami mam-Kristina przeglądała się w lustrze robiąc pozy niczym fotomodelka.
 Po 15 minutach siedziałyśmy w kawiarni, zajadając się pysznymi lodami.
-A ten Tobias...to coś poważnego?-Zapytałam przyjaciółkę, kiedy Stella poszła bawić się w kąciku dla dzieci.
-Podwiózł mnie raz do domu! Ally ja nie jestem gotowa na kolejny związek...
-Minęły 3 lata. Nie uważasz, że potrzebny jest ci ktoś, kto zajmie się tobą i małą? Miałabyś do kogo się przytulić...
-Ally, czy mi się wydaje czy to jednak ty bardziej kogoś potrzebujesz?-Spojrzała na mnie z uśmieszkiem na ustach.
-Raczej to pierwsze...Ja nawet nie mam kiedy kogoś poznać. Ciągle praca i praca. Właściwie teraz mam wolne, ale to tylko tydzień, a nie wiem czy w tyle można znaleźć sobie miłość życia.
-Masz wolne...to może warto jakoś ten czas wykorzystać...co ty na to, abyśmy gdzieś wyjechały? Zawsze marzyłam o Hiszpanii, albo Francji...
-Zaraz, zaraz, moment. Po pierwsze z kim zostawiłabyś Stellę?-Spojrzałam na przepełnioną pomysłami Kristine.
-Poproszę Kathrin, ona powinna się zgodzić.
Faktycznie, siostra Kristy bardzo lubiła siostrzenice.
-I...jak to sobie wyobrażasz?-Spojrzałam z lekkim zdziwieniem na przyjaciółkę.
-No...wsiądziemy w samolot...i po prostu będziemy dobrze się bawić? Ally tobie szczególnie zrobi dobrze taka podróż. Wyluzujesz się.
-Właściwie masz racje. To na kiedy mam rezerwować bilety?-Zaczynał podobać mi się pomysł Kristy.
-Muszę ściągnąc tu Kathrin, i się spakować. Za dwa dni?
-Od razu po powrocie do domu dzownię!
Świetnie, że dałam się namówić na tą podróż. Francja, kraj zakochanych...może coś z tego będzie...
Weszłam do domu i tak jak powiedziałam Kristinie tak od razu zrobiłam. Po kilku minutach bilety były załatwione. Poszłam pod prysznic. Kidedy wyszłam usłyszałam dzwoniący telefon.
-Tak szefie?-Byłam zdziwiona, bowiem miałam tydzień wolnego, więc czego chciał ode mnie przełożony?
-Ally, widzisz. Ja wiem doskonale, że masz urlop, ale...Pojawiły się małe problemy. Nick jest chory i nie może jechać na Wielką Pętle. Postanowiłem zatem, że to ty będziesz redaktorem na Tour de France.
-Ale...ja miałam...
-Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz. Wylot 3 lipca. Liczę na ciebie. Do usłyszenia.
Sygnał zakończonej rozmowy w słuchawce. Pięknie! Owszem, miałam jechać do Francji, ale na wakacje a nie do pracy! Jeszcze do tego kolarstwo...Kiedyś kochałam ten sport. Teraz kiedy o nim myślę przed oczami mam Stybiego...to znaczy Stybara. I tą kobietę... Co ja teraz powiem Kristinie? Chyba wypadałoby prawdę...
-Cześć Kristy, mam nadzieję, że nie obudziłam Stelli. Słuchaj dzwonię, żeby powiedzieć ci, że...bilety zamówione...
-To świetnie. Nie wiem jaką wziąć walizkę. Chyba jednak wezmę tę dużą...
-Dzwonił do mnie Duke. Nick się rozchorował i...wysyłają mnie na Tour de France-miałam nadzieję, że Kristy jakoś mi to wybaczy.
-No cóż. W końcu to twoja praca. Zawsze mogło być gorzej. Tak przynajmniej będziemy w jednym miejscu. Pozatym zawsze chciałaś być na Wielkiej Pętli.
-To było jeszcze zanim...Zdenek...nie wracajmy do tego. Czyli nie jesteś zła?
-Może odrobinkę. Słuchaj będę tam z tobą, może poznam jakiegoś miłego kolarza...
-O nie! Od nich będę cię trzymała z daleka!



*~*~*~*
Cześć i czołem! Jedyneczka do waszej dyspozycji. Wyrażajcie opinię w komentarzach! :)
Tour de Pologne ruszyło, a właście już pomału dobiega końca. A może któraś z Was była i na własne oczy widziała zmagania kolarzy? :)



poniedziałek, 20 lipca 2015

Prolog

Przed przeczytaniem odsyłam jeszcze tutaj, gdyż nastąpiło kilka zmian :).



*~*~*~*
Ponura, jesienna pogoda. Deszcz pada nieprzerwanie od kilku godzin. Wszyscy w studiu wili się ociężale, bez przerwy popijając rozgrzewające napoje. Więc kiedy wybija upragniona przez wszystkich 15:00 w jednym momencie robi się tłoczno. Niektórzy się spieszą, aby choć chwilę spędzić w domu, bo o 19 muszą wrócić na kolejne nagranie.
Dokończyłam porzadkowanie papierów. Na zegarku widniała godzina 15:07. Wychodziłam ze studia jako ostatnia. Wsiadłam do samochodu, włączyłam radio, zapięłam pasy i ruszyłam do marketu. W lodówce zapewne świeciło pustkami. Po dwudziestu minutach stania w korku wreszcie zaparkowałam pod supermarketem. Kiedy szłam z torbami do samochodu rozdzwonił się mój telefon. Odłożyłam torby na ziemię i zaczęłam szukać dzwoniącego przedmiotu w torebce. Kiedy w końcu go znalazłam uciszył się. Jedno nieodebrane połączenie od:Kristina. Wybrałam odpowiedni numer i już po chwili usłyszałam głos przyjaciółki.
-Ally,głupia sprawa...-mówiła zapłakanym głosem, co chwila pociągając nosem.
-Kristy, co się stało, dlaczego ty płaczesz?!-W głowie pojawiały się najgorsze scenariusze, bałam się o nią.-Jesteś w domu?
-Tak,ale...
-Za dziesięć minut jestem!-Weszłam jej w słowo po czym szybko się rozłączyłam. Wzięłam torby, wrzuciłam je niedbale do samochodu i jak najszybciej ruszyłam pod adres przyjaciółki. Po 15 minutach stałam już pod drzwiami jej mieszkania. Otworzyła mi z rozmazanym na całej twarzy tuszem, lekko przygarbiona, z pudełkiem chusteczek w dłoni. Nie pytałam, po prostu mocno ją przytuliłam. Po dłuższej chwili weszłyśmy w głąb mieszkania, milczałyśmy. Kristy przyniosła mi kubek z herbatą, cytryną i cynamonem. To nie wróżyło niczego dobrego. Zawsze przyrządzała tak herbatę, kiedy zapowiadało się na długą, trudną rozmowę. Siadałyśmy wtedy i wiele godzin spędzałyśmy na rozmowie. Ale tym razem Kristy nie spieszyła się zbytnio z wyjaśnieniami.
-Nie pomogę ci, jeśli nie powiesz, co się wydarzyło-powiedziałam, kiedy po upływie kilku minut nie zmieniło się nic, może z wyjątkiem zawartości naszych kubków.
-Ja...nawet nie wiem od czego zacząć-po jej policzku spłynęła łza.
-Od początku-lekko się uśmiechnęłam chwytając ją za rękę, aby dodać jej odwagi.
-Jestem w ciąży-wychrypiała Kristy chowając twarz w dłoniach.
-Dlatego płaczesz? Rozumiem, że nie planowaliście dziecka, ale przecież dacie radę. Tonny uwielbia dzieci, musiał być szczęśliwy, kiedy mu powiedziałaś!
-On mnie zostawił-spojrzała mi teraz głęboko w oczy.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Odjęło mi mowę.
-Co? Jak...-nie było mnie stać na nic więcej.
-Wrócił od kolegi. Byłam w toalecie, właśnie skończyłam robić test, trzeci test, trzeci pozytywny test. Kiedy wyszłam siedział na sofie drapiąc się w brodę. Usiadłam koło niego, kładąc przed nim na stoliku test. Wstał jak oparzony, zaczął pytać co to takiego, mówił, że mam nie robić sobie żartów. Kiedy powiedziałam, że sprawdzałam trzy razy wszedł bez słowa do sypialni trzaskając za sobą drzwiami. Po 10 minutach wyszedł z walizką. Zapytałam co robi, na co odpowiedzał, że przeprowadza się do Matsa. Wyjaśnił, że nie możemy już dłużej być razem, że chciał powiedziec mi to już wcześniej. Powidział, że kogoś poznał. Oddał mi klucze i...i wyszedł z mieszkania-Po raz kolejny mocno przytuliłam Kristine do siebie. Byłam w szoku. Facet, którego zawsze uważałam za wzór, mężczyzna, który tak cudownie dogadywał się z bratanicą Kristy oraz jej 6-letnią siostrą. Wyobrażałam go sobie w przyszłości jako kochającego męża i ojca.
-Kristy...uspokój się...nie możesz się teraz denerwować. Tonny pewnie był w szoku, działał pod wpływem impulsu.
-On miał kogoś na boku, rozumiesz? Zdradzał mnie.
-Ale będzie miał dziecko z tobą i czy tego chce czy nie będzie musiał ci pomagać chociażby finansowo. Kristy...ja ci pomogę. Nie zostaniesz sama, jesteś młoda, piękna.
-Do czasu, aż moje nogi nie zaczną puchnąć, waga osiągnie wagę słonia, twarz spuchnie jak wielki bąbel...-Kristina wyliczała patrząc zaciekle w dno kubka.
-Przesadzasz. A pozatym spełniło się jedno z twoich marzeń-spojrzałam na nią gładząc jej dłoń.
-Taa...Ale w pakiecie miał być przystojny, troskliwy mąż. Ally przecież ja mam 21 lat!-westchnęła ciężko.
-Moja mama urodziła mnie w wieku 21 lat i jakoś sobie poradziła. Nie można mieć wszystkiego Kristy...ale mogę ci obiecać, że jeszcze spotkasz odpowiedniego mężczyznę. Musisz być teraz silna. Dla dziecka. Pokażesz Tonny'emu, jak bardzo się pomylił wybierając inną drogę, niż ta twoja i teraz już też twojego dziecka.
-Chyba muszę zacząć dziękować Temu na Górze, za tak wspaniałą osobę w moim życiu, jak Ola Tokarska-powiedziała Kristina, ocierając ostatnią łzę.

Dochodziła 19:30. Wzięłam do ręki telefon. Po trzecim sygnale usłyszałam w końcu głos.
-Matko! Gdzie ty jesteś?! Dzwoniłem do ciebie z 10 razy!
-Cześć kochanie. Tak w pracy dobrze...
-Powiesz mi gdzie jesteś?
-U Kristy. Ma małą...awarię i muszę zotać u niej na noc.
-Coś poważnego się stało?
-I tak i nie...Wiesz, to delikatna sprawa, nie na telefon. Porozmawiamy jutro, kocham cię.
-Do zobaczenia jutro słońce, ja ciebie też.
Akurat odłożyłam telefon na stolik, kiedy do salonu weszła Kristina.
-I co? Myślisz, że pozwolę ci tu zostać? Nie ma mowy! Wracasz do domu, do faceta! Ja teraz muszę mieć więcej miejsca i do łóżka cię nie wpuszczę, na kanapie nie możesz spać...
-Mogę-powiedziałam rozwiązując sznurówkę buta.
-Ale ja ci nie pozwalam i koniec! Nie kłóć się z ciężarną-spojrzała na mnie z cwanym uśmieszkiem.
-Kristina..nie wiem czy to dobry pomysł, żebyś została sama...
-Nie będę sama-uśmiechnęła się lekko wskazując na swój brzuch.
Pożegnałam się z przyjaciółką i pojechałam do domu.

 Po 20:00 na ulicy są jedynie znikome korki. W taką pogodę nikomu nie chce ruszać się z domu. Zgasiłam silnik auta. Wyjęłam zakupy i zamknęłam samochód. Szłam w stronę bloku, w którym znajdowało się moje mieszkanie. Poczułam wibracje w kieszeni. Godzina: 21:16. Wiadomość od: Kristina:"Zostawiłaś u mnie torebkę, wpadnij po nią jutro, buziaki". Jestem tak rozkojarzona, że pewnie gdyby nie Kristina nawet nie zauważyłabym braku torebki. Wchodząc na jeden z ostatnich stopni przypomniałam sobie, że przecież w torebce miałam klucze. Na moje szczęście jednak drzwi od mieszkania były otwarte. Weszłam do środka, delikatnie odłożyłam zakupy w przedpokoju. Udałam się do łazienki, gdzie odkręciłam w wannie wodę. Zdziwiła mnie cisza panująca w mieszkaniu. Kiedy weszłam do sypialni wszystko się wyjaśniło. Moje życie w jednym momencie zostało przewrócone do góry nogami, aby zaraz potem rozpaść się na milion kawałeczków. W oczach błyszczą łzy, które spływając, pozostawiają mokre, czarne ślady na moich policzkach. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym, co zobaczyłam. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi wyjściowych.
-Ally! Proszę cię, daj mi wytłumaczyć...To nie tak...nie tak jak wyglądało!-Krzyknął mężczyzna zapinając spodnie.
-Nie? Nie zdradziłeś mnie z kobietą, która znajduje się w naszej sypialni? Bo właśnie tak to wyglądało!
-Ja tego nie chciałem!
-A jednak to zrobiłeś! Miej choć tyle odwagi, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność-obraz mi się zlewał. Zdołałam jednak zauważyć nieznajomą kobietę wybiegającą z naszego mieszkania. Wybiegła w szpilkach i niezapiętej, bordowej sukience. Zakręciło mi się w głowie. Nie chciałam dłużej przebywać w tym mieszkaniu, z Nim. Poszłam do łazienki zakręcić wodę. Ubrałam kurtkę, chwyciłam telefon.
-Gdzie ty idziesz? Ally nie wygłupiaj się!
-Jutro rano ma cię tutaj nie być, klucze zostaw w szkrzynce na pocztę.
-Daj wytłumaczyć... Co dalej z nami?
-Nie ma 'nas'. Spieprzyłeś wszystko!
-Proszę cię, Ally...
-Żegnaj, Styby.



We used to have it all, but now's our curtain call
So hold for the applause, oh
And wave out to the crowd, and take our final bow
Oh, it's our time to go, but at least we stole the show
At least we stole the show 


*~*~*~*
Witam serdecznie! Na początku to opowiadanie miało mieć zupełnie inny charakter, moje pomysły w głowie jak szybko się rodziły, tak szybko stwierdzałam, że się nie nadają. Aż w końcu olśnienie! Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)
Do końca starałam się trzymać w napięciu i nie ujawniać, kto jest partnerem Oli. Mam nadzieję, że będzie się miło czytać :).


                                

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Bohaterowie

Ola (Ally)


I'm gonna swing from the chandelier,
From the chandelier
I'm gonna live like tomorrow doesn't exist
Like it doesn't exist
I'm gonna fly like a bird through the night, 
Feel my tears as they dry
I'm gonna swing from the chandelier, 
From the chandelier.


~~~~





Michał (Kwiato)



Guess it's true,
I'm not good at a one-night stand
But I still need love 'cause I'm just a man
These nights never seem to go to plan
I don't want you to leave,
Will you hold my hand?

Oh, won't you stay with me
'Cause you're all I need
This ain't love, it's clear to see
But darling, stay with me


~~~~






Kristina(Kristy)



You took my heart and you held it in your mouth
And
With the word all my love came rushing out
And
Every whisper it's the worst,
Emptied out by a single word
There is a hollow in me now


~~~~






Zdenek(Styby)



One way or another, I'm gonna find ya' 
I'm gonna get ya', get ya', get ya', get ya' 
One way or another, I'm gonna win ya' 
I'm gonna get ya', get ya' ,get ya', get ya




~~~~




Witajcie! Zapoznajcie się z tymi wyżej , bo przez jakiś czas będą tutaj stałymi gośćmi, mam nadzieję , że Wy też będziecie wpadać :)
Opowiadanie jest fikcją!:)